O naszym patronie

„… Jesteśmy w pół drogi. Droga pędzi z nami bez wytchnienia. Chciałbym i mój ślad na drogach ocalić od zapomnienia”.

                  K.I. Gałczyński
Więcej...

Kontakt

Tel.: +48 606 233 284

Adres: Jerzmanowice 84 B

32-048  Jerzmanowice

Więcej...

Marek Sowa - Marszałek Województwa Małopolskiego

„W momencie śmierci bliskiego uderza człowieka świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki”. Te słowa ks. Józefa Tischnera opisują dokładnie to co czułem, co wszyscy czuliśmy w piątek 28 czerwca. Co czujemy do dziś.
Pustka. Świadomość, że świat nie zatrzymał się, że przyjdą kolejni, następcy, że zadania zostaną wykonane, a plany zrealizowane. Jednak w głębi serca każdy z nas poczuł żal i smutek. Żadne słowa nie są w stanie opisać tego uczucia. Są nieprzystające, ułomne, niewystarczające wobec czegoś tak ostatecznego. Wobec śmierci osoby nam bliskiej, szanowanej i niezastąpionej.

Kiedy w piątkowy wieczór dotarła do mnie ta smutna wiadomość o śmierci Grzegorza, byłem w gronie kolegów marszałków i dyrektorów, jeszcze raz mogłem przekonać się jak ważnym człowiekiem był dla nas. Choć wiedzieliśmy o jego ciężkiej chorobie, to nie mogliśmy pogodzić się z informacją o jego śmierci. Trudno się pogodzić z losem, jeśli odchodzi ktoś wyjątkowy, tak lubiany, ktoś na kogo zawsze można było liczyć, kto zawsze służył radą i wsparciem. Przez ostatnie 14 lat – bo niemal razem trafiliśmy do samorządu regionalnego - sam mogłem się o tym wielokrotnie przekonać.

Kilka godzin wcześniej, zanim dowiedzieliśmy się, że nie ma go już wśród nas, wbiliśmy pierwszą łopatę pod budowę tak długo wyczekiwanej przez mieszkańców obwodnicy Skawiny. Ironia losu. Bez niego ta inwestycja nie byłaby możliwa. Nie tylko ta, wiele innych pozostałoby jedynie w sferze projektów.
Dał się nam poznać  jako doskonały zarządca i strateg. Od samego początku, gdy objął stanowisko dyrektora ZDW w Krakowie snuł śmiałe plany modernizacji dróg wojewódzkich. Dziś możemy wyliczać setki kilometrów wyremontowanych dróg, ponad setkę nowych wiaduktów i mostów, obwodnice, chodniki. Jednak zawsze będą to tylko liczby - niewielki wycinek dorobku Grzegorza. Był wielkim budowniczym Małopolski. Jeżdżąc po naszym regionie co rusz dostrzegam efekty jego ciężkiej pracy i poświęcenia. Całe jego życie było ciągłym pozostawianiem śladów dobra, jakie czynił swoim postępowaniem. Tych śladów pozostawionych w przestrzeni publicznej, które będą przypominały jego postać jest wyjątkowo wiele. Dzięki niemu Małopolska bardzo się zmieniła. Jest piękniejsza i zasobniejsza. Można po niej jeździć bezpiecznie.

Był wizjonerem, który sięgał daleko poza horyzont. Postrzegał system drogowy jak żywy organizm, w którym wszystko ma sens, jest logicznie połączone. Każda z dróg prowadzi do jakiegoś celu, nie jest samotnym bytem, ale częścią całości. Dostrzegał pełny obraz, a nie tylko wycinki i detale.
Tak samo traktował ludzi w swoim otoczeniu. Do każdego, niezależnie od stanowiska podchodził z ogromnym szacunkiem. Każda osoba była dla niego kimś wartościowym, w każdym widział potencjał. Wierzył w ludzi, a współpraca i zrozumienie nie były dla niego jedynie pustymi słowami.
Był budowniczym. Nie tylko małopolskich dróg, ale także relacji międzyludzkich.

Był mężem, ojcem, dziadkiem, synem, przyjacielem, dyrektorem, pszczelarzem… Grzegorza Stecha nie da się jednak zamknąć w ramach jakiegokolwiek określenia. Człowiek działający na tak wielu płaszczyznach, stawiany za wzór. Zdawać by się mogło -  z niewyczerpaną energią i zapałem. Mówi się, że „drzewa umierają stojąc”. Jak Grzegorz, do końca na posterunku, do końca aktywny, do końca odpowiedzialny. Jego praca była jedną z jego pasji. Zawsze dawał z siebie wszystko i zawsze konsekwentnie dążył do celu mimo przeszkód i trudności. Był jedną z najsilniejszych i stabilnych, a zarazem jedną z najwrażliwszych na drugiego człowieka osób, jakie przyszło mi spotkać. I żadne słowa czy gesty nie mogą wyrazić wdzięczności, jaką mam do niego za wszystko co zrobił dla Małopolski.

Niezależnie od tego ile listów pożegnalnych, pism, pochwał, wspomnień byśmy napisali, mam świadomość, że nie oddadzą one odda tego kim był Grzegorz Stech, jak ważną rolę odegrał w życiu każdego, kto mógł choć przez chwilę spotkać go i iść tą samą drogą. Dostępnymi słowami nie opiszemy także tego jak bardzo będzie go nam brakować. Pozostanie właśnie ta opisana przez ks. Tischnera pustka.
Grzegorz jednak zapewne nie chciałby, żebyśmy pogrążali się w smutku i bezczynności. Nie zależało mu na tym, by być w centrum uwagi, nie lubił pustych słów, był człowiekiem czynu.
Dlatego mam świadomość, że nie możemy ustać w działaniach. Grzegorz zostawił po sobie swego rodzaju testament. Plany, projekty, inwestycje, wizję dalszego rozwoju regionu. Nie pozwolimy, by jego wysiłek i praca poszły na marne. Z pełnym zaangażowaniem i determinacją kontynuować będziemy to, co on rozpoczął.

Grzegorzu, jestem pewien, że będziesz patronował naszym działaniom. Wciąż obecny, wciąż wśród nas. Dzięki wspomnieniom i tym wszystkim miejscom, które bez Ciebie byłyby jedynie szkicem na papierze.

Pamiętam.
Dziękuję.